Translate

czwartek, 6 stycznia 2011

Zmiana przyzwyczajeń...


 Preferuję w naszym domu od zawsze białą porcelanę,ale ostatnio...pod wpływem pięknych zdjęć naszej Blogowej  koleżanki Ellise,zmieniłam zdanie


 Pojawił się u mnie komplet filiżanek w różany motyw...dziś rano odbyło się pierwsze picie herbaty...


 Muszę przyznać,że piło się z nich znakomicie,pyszną,aromatyczną ...


 A teraz Ja zapraszam moje drogie koleżanki...serdecznie pozdrawiam,życząc uśmiechu,wesołego i miłego dnia w gronie rodzinnym,wszak dziś mamy dzień wolny:)

środa, 5 stycznia 2011

Piekno w przedmiotach zaklęte....


Jest taki sklep,który dla mnie jest wieczną inspiracją,natchnieniem do zmian w domu i..od czasu do czasu  pozwalam sobie jakiś przedmiot kupić.To jak mieszkam i czym się otaczam,było dla mnie zawsze,bardzo ważne...zawsze starałam się,aby było wokół mnie pięknie:):)oczywiście w ramach mojego gustu:)klimat antyków,ciepło tych mebli,zapach drewna,kolor miedzi....to jest to co kojarzy mi się z domem i ciepłem domowego ogniska:)

Umiem docenić tak zwany minimalizm i nowoczesne wnętrza,ale...to nie mój klimat i nie mój Świat.mi zawsze ciasto podane na stole drewnianym z pięknie wykrochmaloną serwetą,będzie  smakowało lepiej..niz na szklanym blacie z nogami metalowymi:):):)


 Ten styl....to także wspomnienia...Meble mojej babci...serwety u sąsiadki o białych włosach z zawsze wykrochmalonym białym kołnierzykiem. Takich duszyczek jest dużo,na co mam potwierdzenie także w blogowym Świecie:):)Różany Aniołek...MariaPar i wiele innych Pań..tak samo czują i podobnie myslą o minionych czasach.

Cudownie jest się otaczać pięknymi przedmiotami,nie koniecznie muszą byc drogie,bo to co czasem zrobimy sami...przynosi o wiele więcej radości i zadowolenia.Nie mozna żyć byle jak,nie zwracać uwagi na to,jak żyjemy,czym się otaczamy.Zwłaszcza My kobiety w dużej mierze mamy wielką potrzebę upiększania naszych domów...szczęście jest w tedy pełne,gdy nasza druga polowa rozumie to i...akceptuje:):):)

Pozdrawiam serdecznie wieczorowa porą...

wtorek, 4 stycznia 2011

Smutno bez Ciebie...

MARILYN ..która jesteś w niebie..czasami tęsknie do Ciebie....Mówią żę  gwiazdy na niebie szczęsliwe byty toczą...wiec moja wiara głęboka,że gdzieś tam koło Boga,swój uśmiech roztaczasz promienny. I tak jak na ziemi tam miedzy nimi, niebo przemieniasz w kino...



Anioły  z podziwu głowami kiwają..nie wierząc że są jeszcze w raju.Twój uśmiech je zniewala ,oczu promiennych blask...i tylko nam kinomanom coś smutno tu na ziemi,bo stałas się cząstką nieba...A oni wiele by dali ,by gwiazda  spadła na Ziemię:):):)........................................hm...taki tekst napisałam,gdy miałam...14 lat:):):):)czytam właśnie następną z wielu książek o tej jednej z moich ukochanych aktorek i tak sobie przypomniałam,mój bardzo  dawny wierszyk:):):)pozdrawiam...:)



Taką Ją lubię najbardziej...już za chwilkę moja córka przemieni się w Marilyn Monroe na deskach teatru,zaspiewa Jej najpiekniejsze piosenki...:)oczywiście pierwszym widzem,bedę ja:):


Moja pociecha jako Marilyn w obiektywie aparatu,dwa lata temu


U mnie jeszcze Święta..


Wczoraj doszły do mnie kartki Świąteczne od Duszyczek z innego miejsca gdzie istnieję w internecie:)to takie miłe i mimo ze poczta sie nie popisała:)ja bardzo sie cieszyłam:) Milenka mój kochany kotek oczywiście przy robieniu zdjeć musiała być pierwsza:):):)

Kochane w ostatnim poście wkradł się błąd..Muszę bardzo przeprosić..cóż,jestem
 dyslektykiem,potrafię w jeden dzień,napisac to samo słowo inaczej:):)nie uwierzyłybyście,co ja potrafię wyprawić z pisanym słowem:):)aż sama czasem nie mogę uwierzyć:)ot taka przypadłość udowodniona jeszcze w dzieciństwie,podobno coś z półkulami nie tak:)nie czytają pewnych znaków i nie zapamietują.Walczę z tym,pilnuję się,ale czasem jest jak jest:)dziekuje za delikatność,że mi tego nie wytknełyście:) i proszę o wyrozumiałość na przyszłość,ściskam mocno





poniedziałek, 3 stycznia 2011

Na żelaznej Wieży...


 WIEC JESTEM W TYM PARYŻU...stoję pod słynną Wieżą.. I nie przeczuwam co dalej się stanie.Zadzieram głowę w górę,uśmiechnta i zadowolona z życia.Podchodzi do nas pan przewodnik i mówi.Drodzy moi,postanowiliśmy jechać na Wieżę windą,a nie iść po schodach. Hm..poczułam lekki niepokój i ścisk żołądka.Dzielnie jednak staję przy wejściu do windy.Pech chciał że znalazłam się przed samą szybą.Winda ruszyła,a ja z przerażeniem zaczęłam widzieć,że ziemia się oddala.Im było wyżej,tym ja bardziej zmieniałam kolor swojej twarzy.PIERWSZY POZIOM WIEŻY,wszyscy wychodzą na zewnątrz weseli,roześmiani,a ja z zielonym odcieniem buzi krzywo się uśmiecham.Wszyscy z zachwytem oglądają widoki,JA zastanawiam się co będzie na drugim:)Znów winda,tym razem uciekłam w gąszcz ludzi...nie za wiele pomogło.Przecież i tak za chwile,znów muszę wyjść.Tym razem moja buzka zmieniła kolor na biały.Stoję przy wejściu do windy i nie umiem ruszyć się dalej.Trzeci wyjazd..słyszę głosy,TAM NA SAMEJ GORZE TO JUŻ OSTRO WIEJE I JUZ BARDZO JEST WYSOKOprzełykam ślinę i robię dzielną minę...TRZECI POZIOM WIEŻY...tak dziwnie uśmiechają się do mnie ci Japończycy,czyżby z lekkim politowaniem?.Wszyscy stoją przy siatce,ja nadal przy windzie:):):)W głowie tysiąc mysli,jak to być na Wieży i nie zobaczyć widoku Paryża z lotu ptaka??Spinam się w sobie,jeden krok,drugi i siatka.Kurczowo łapię palcami za metalowe oczka,wczepiam się w nie i powoli,powoli,otwieram zacisnięte powieki,najpierw jedną,potem drugą i.. i patrze!!W dole nasz autokar:)wielkości zapałki,wszystko inne miniaturowe,jak zabawki.Patrze i patrze,w głowie się kręci,serce łomoce jak głupie.mimo to uśmiech wypływa  na moje lica:):)udało się!!jestem na górze!! uff,co za ulga.Tak wiec rozum zwyciężył ciało,a może odwrotnie?Jakby nie patrzył na to,odniosłam swoje małe zwycięstwo na zelaznej wieży:):):) i ziemi Napoleona:):):)ps.moja następna widokóweczka z Wieżą w tle:)

 DZIS OGARNIA MNIE właśnie słodkie lenistwo.Mam tydzień wolnego i ...zamierzam go maksymalnie wykorzystać na NIC nie robienie.Po pracowitym i intensywnym minionym roku,należy mi się to jak nic:):)Ceramika to takie cudowne zajęcie,ale....gdy wracasz do domu,zmęczenie jednak daje w kość.A przecież,to nie tylko pracownia,rządzi moim życiem,ale i małe obowiązki(odkąd dziecko uwiło sobie inne gniazdko)teraz już tylko we dwoje mamy swój Świat:)Znając siebie ,moje NIC nie robienie,będzie wyglądało tak...ukończenie witrażu,za który nie mogę się wziąść od bardzo dawna,zaplanowałam sobie ozdobienie po mojemu..czyli w stylu vintage drewnianych pudełek,które wykorzystam do chowania moich drobiazgów.Pobuszuje troszkę po Galeriach w poszukiwaniu ciekawych rzeczy do domu:)to jak nieuleczalna choroba:)poczytam książki,które od miesięcy leżą i nie mogą się doczekać,swego przeznaczenia:)przejżę stosy czasopism,które tak samo czekają karnie w kolejce:)posłucham muzyki...Ach.....słodkie lenistwo.


 Otwierając mojego bloga,jak zwykle teraz wita mnie muzyczka,tak bardzo przypominająca Paryskie klimaty:):)gdy ją słyszę,od razu uśmiecham się....przypominam sobie jak spotkała mnie pewna przygoda:):)w tym pięknym mieście. Paryż,moja miłość,w tylu miejscach innych byłam,ale ten klimacik,który spotkałam,właśne tam,urzekł mnie totalnie.I to nagromadzenie zabytków,malarstwa,SZTUKI przez duze S ach...dla duszyczki wiecznie z głową w chmurach,to Raj na Ziemi:)jednym tylko byłam zawiedziona....jakoś tak ulica ,ludzie nie zachwycili mnie swymi ubiorami.Rzadko przemykał się ktoś odpowiadający mojemu wyobrażeniu o ciekawym stylu.Owszem ...wiele osób na odległość mówiło swoim wyglądem...MAM PIENIĄDZE,ale przecież to nie o to chodzi...:):) A wracając ,do mojej przygody,byli to tak.........CDN hihihi



 Hi hi hi jak ja uwielbiam tak przerywać w jak najmniej oczekiwanym miejscu:):)Ściskam wszystkich odwiedzających mocno,życzę słodkiego lenistwa,co najmniej takiego jak mojego. Miłego dnia kochani:):):)

sobota, 1 stycznia 2011

Przyszedł...


 Przyszedł Nowy Roczek....jak każdy i ja zastanawiam się,co mi przyniesie:)chciała bym....ale nie powiem...może wtedy będzie łaskawy i to czego chce się stanie??Dziwne...kiedy sięgam pamiecią...zawsze moje marzenia się spełniały....ALE ..musiałam na to czekać.Czasem miesiące,czasem lata:):)czasem te marzenia spełniały się zaskakująco dla mnie,niespodziewane,kiedy juz myślałam że jednak  nie da się:):):)W tym natłoku dobrych spraw były i..bardzo przykre,tak jak u każdego.Teraz z perspektywy czasu..mogę napisać,że wyszłam z nich silniejsza i...nie myślałam,ze ze mnie taka wielka wojowniczka:):)a jednak....:):)czyli stare przysłowie mówi prawdę..CO NAS itd:):):Zastanawiam się, co tak naprawdę kieruje naszym losem?Czy  jest to po prostu zbieg okoliczności?czy nasz los i zdarzenia sa zapisane i już przewidziane?....cieżkie pytanie i trudna odpowiedz.


Jedno marzenie..spełnilo się cudownie....związane jest z moją córką i jej wspanialym zawodem:):)dla mnie film,kino,teatr to...nieustajaca magia):)każdy rok przynosi nowe filmy tak bardzo zaskąkujace tematyką,sposobem wykonania.niech nadal to trwa:)Teraz mamy 3D...a za chwilę pewnie równie coś zaskakującego:):)Kiedy siadam przed ekranem w kinie..lub odsłania się kurtyna w  teatrze....realny Świat przestaje istniec-bywa że to co widzę,jest tak wspaniałe,że chciała bym,aby trwało i trwało:)

Skończył się bal...i piekne widowisko na Krakowskim Rynku....i znów pełni ufności w dobre jutro:):):)wchodzimy w Nowy Rok.....pozdrowienia jak zwykle zostawiam,zdjecie pierwsze to moja interpretacja Nowego Roku,drugie kwiatowa kompozycja  w naszej  starenkiej kuchni,a trzecie..piekna stara widokówka z czasów które uwielbiam:):)
GRY

Łączna liczba wyświetleń