Translate

sobota, 11 września 2010

To miał być zwykły dzień....

Tam 8sma rano,u nas 15sta...wróciłam z pracowni i zabrałam się do lepienia pierogów. Mąż,córcia byliśmy wszyscy w domu.Nucę sobie pod noskiem..jestem szczęśliwa,wesoła i nic nie zapowiada tego co za chwilę usłyszę.Nagle- CHOĆ choć szybko!!samolot uderzył! Zostawiam wszystko na stolnicy,nie wycieram rąk z ciasta...wbiegam do pokoju,zaniepokojona dziwnym zachowaniem mego męża.. Od progu na ekranie telewizora widzę palącą się wierze,słyszę co mówią reporterzy....patrzymy. Jaki straszny wypadek mówię....minuty uciekają i wtedy na naszych oczach..drugi samolot wbija się w drugą wierze,serce zaczyna bić mocniej,teraz już wiem TO NIE WYPADEK to NAPAŚĆ. Wszystko przestało mieć znaczenie,obiad poszedł w zapomnienie. Jak weszłam do pokoju w połowie dnia,tak z tymi brudnymi rękami z mąki i ciasta ,zostałam do wieczora. Patrzyłam i patrzyłam na  ekran telewizora,wciąż nie mogąc uwierzyć w to co widziałam ...od  tego czasu minęło 9 lat. Skłamała bym mówiąc,ze myślę o tej tragedii codziennie,lecz w taki dzień jak dziś,wszystko wraca...

Leżał sobie taki biedny...

Od 20 lat zbieramy starocie,to moja pasja,po części mój zawód. Zaczęło się od..starego zniszczonego budzika,z latami przyszły lampy naftowe,bibeloty,obrazy,meble.Rzeczy tym bardziej cenne ,nie w sensie dosłownym,ale cenne pod względem wspomnień, jak do nas trafiały. Kupować w Dessie ,to proste,też się przydarzało,ale najbardziej cieszyły te..przywiezione z Bieszczad,wyszperane na strychach,małe prezenty od ukochanych ludzi,kupowane na targach staroci,małych bazarach:)Jednym takim małym cudem jest,naszyjnik. to bylo dość dawno.Świtem, rankiem ,jeszcze w moim rodzinnym mieście pobiegłam sobie na taki targ,wtedy mozna było wypatrzeć tam cudne rzeczy za naprawdę małe pieniądze. Taka wyprawa dla mnie była zawsze przygodą ,co znajdę?wypatrzę?przyniosę szczęśliwa do domu;)Chodzę sobie i chodzę i w pewnej chwili zobaczyłam stare szale z przepięknych materiałów,nie nosiłam ich nigdy,ale często wykorzystywalam do ozdoby domu,szyłam poduszki,lambrekiny do okien itd.pochylam się i tak sobie odkładam jeden,drugi....gdy podniosłam do góry ostatni który leżał,zobaczyłam pod nim.....naszyjnik,małe cudo,zlote,ale ani grama w nim złota,perełki,nieprawdziwe...i co z tego:)jak jest pięknym przedmiotem wykonanym dawno temu;)I tak oto zostałam posiadaczką tego małego cuda:)które teraz gdzieś tam sobie przechowuje w zakamarkach skrzynki na biżuterię,od czasu do czasu wyciągam go i..uśmiecham się na wspomnienie tego naszego pierwszego spotkania:) zdiecia w Miejscu na Ziemi

Łączna liczba wyświetleń