Translate

niedziela, 29 stycznia 2012

Kiedy Stwórca...


Kiedy Stwórca skończył stwarzanie mężczyzny,
zdał sobie sprawę, że zużył już wszystkie konkretne składniki.
Nie było nic więcej trwałego, nic stałego czy mocnego,
z czego mógłby stworzyć kobietę.

Stwórca zastanawiał się długi czas, w końcu wziął:
krągłość księżyca,
gibkość pnącza winorośli i drżenie trawy,
wysmukłość trzciny i kwitnięcie kwiatów,
lekkość listków i jasność słonecznych promieni,
płaczliwość chmur i niestałość wiatru,
miękkość ptasiego puchu i twardość diamentu,
słodycz miodu i okrucieństwo tygrysa,
żar ognia i chłód śniegu,
gadatliwość papugi i śpiew słowika,
fałszywość lisa i wierność matki lwicy.
Mieszając te wszystkie nietrwałe elementy,
Stwórca utworzył kobietę i obdarował nią mężczyznę.
Po tygodniu mężczyzna przyszedł i powiedział:

"Panie, stworzenie, które mi dałeś, unieszczęśliwia mnie.
Bez przerwy mówi i niemiłosiernie mnie dręczy,
tak że nie mam wytchnienia. Żąda, abym stale się nią
zajmował i w ten sposób tracę czas. Płacze o każdy
drobiazg i żyje bezczynnie. Przyszedłem,
aby Ci ją zwrócić, bo nie mogę z nią żyć".

"Dobrze" - odpowiedział Stwórca i wziął ją z powrotem.

Po tygodniu mężczyzna wrócił i rzekł:

"Panie, odkąd oddałem Ci z powrotem to stworzenie,
moje życie jest takie puste. Ciągle o niej myślę
- jak tańczyła i śpiewała, jak spoglądała na mnie
kątem oka, jak przekomarzała się ze mną, a później
mocno się do mnie przytulała. Była tak piękna i tak
delikatna w dotyku. Uwielbiałem słuchać jej śmiechu.
Proszę, oddaj mi ją z powrotem".

"Dobrze" - powiedział Stwórca.

I mężczyzna wziął ją na nowo.

Jednak trzy dni później znów wrócił i powiedział:

"Panie, nie rozumiem i nie potrafię tego wyjaśnić,
ale po wszystkich moich doświadczeniach z tym
stworzeniem doszedłem do wniosku, że sprawia mi
ona więcej kłopotów niż radości. Błagam Cię,
zabierz ją z powrotem! Nie mogę z nią żyć!"

"Ale nie możesz żyć i bez niej" - odparł Stwórca.

Następnie odwrócił się plecami od mężczyzny i
kontynuował swoją pracę.

Mężczyzna zdesperowany powiedział: "Co ja zrobię?
Nie mogę żyć z nią i nie mogę żyć bez niej!"


wtorek, 10 stycznia 2012

Czas jak muśnięcie motyla...


Oj tak...upływ czasu,jest dla każdego z nas bardzo widoczny.Zaznaczony porami roku,dorastaniem dzieci...pierwszym siwym włosem.Nadal  w domu i już bardzo znudzona...chcę do pracowni,do gliny,do projektów-to nieprawda,że moglibyśmy całe życie nic nie robić,człowiek  bez pracy ,bez robienia tego co kocha po prostu więdnie...Na pocieszenie zrobiłam sobie karteczkę:):):) i pobawilam sie programami do wstawiania fotek:):)Czasem czuję się jak małe dziecko:):)uwielbiam takie małe czary mary:):):)oczywiście w  stylu vintage,u mnie nie może być inaczej:):) 




sobota, 7 stycznia 2012

Mała magia:):):) i refleksje...



Cóż tu napisać...ostatnie wydarzenia nie sprzyjają do pisania postów,ale czuję się lepiej,ręka się goi i tylko..psiaka mi żal,wczoraj się dowiedziałam, że po przywiezieniu do Azylu zdechł...Hm...mam mieszane uczucia,może tak nie było...może uznano,że nie są w stanie  sobie z nim poradzić i załatwiono sprawę właśnie TAK.Dziwne ..gdy lekarz mówił o tym,powinnam obojętnie do tego podejść,przecież omal nie pozbawił mnie życia:)a mi..stanęły łzy w oczach i było mi go po prostu żal.Ja zdrowieję,jego już nie ma na tym świecie i wcale nie czuje się z tym dobrze:(Dopiero w papierach( gdzie z ulgą doczytałam się,że nie miał wścieklizny)przeczytałam także,że miał 5 lat więc wilczek w sile wieku,oj poczułam,poczułam tą jego silę dokładnie:):):)


Nie ma nic gorszego jak siedzieć w domu i..nie móc niczym się zając:)nuda...wielka nuda-całe życie nie umiem wysiedzieć na miejscu,mogę robić parę rzeczy na raz i właśnie taki rytm mi odpowiada,a tu..dzięki wilczkowi zostałam uziemiona na dłuższy czas:)to prawda,że nieprzewidywalność losu,może zmienić wszystko,nagle rytm twego życia zostaje tak zachwiany,że ciężko z tym się pogodzić,na szczęście w moim przypadku to tylko na jakiś czas.wiec przestaję marudzić i chcę napisać o czymś,co bardzo mi się podoba i uważam,że jest to ciekawa alternatywa dla normalnych statycznych zdjęć.



Odkryłam przez przypadek zdjęcia pani Jamie Beck,nowojorskiej fotografki...nie wiem jak długo ta technika istnieje,ale na zdjęciach pojawia się RUCH:):)nagle dziewczynie poruszają się włosy..wisiorek przy torebce faluje...efekty są różne i...mogą zaskoczyć kogoś,kto nie wie,że właśnie ma do czynienia z taką fotografią:)


Już  kiedyś pisałam,że zawsze podobały mi się ruchome obrazy,gify,Mnóstwo z nich jest po prostu kiczowata:)ale..jest w tym jakaś magia:)Dzięki takim fotografiom jak robionym przez tą Panią,znów posuwamy się o krok dalej w możliwościach naszego czasu:)Kto wie..może za chwilę otwierając gazetę,słowo będzie pisane,ale zdjęcia ruchome:)ja chętnie bym taką gazetę przeczytała:)Za chwilę wyświetlę tego posta:)Mam nadzieję,że magia zadziała i w poście obrazy się poruszą:):):)

Ps.proszę klikać na zdjęcie w celu powiekszenia go :)

Łączna liczba wyświetleń