Translate

środa, 18 sierpnia 2010

Moje drugie ja...czyli historia imion...

To był szok!!!w pewien lipcowy dzień,pojawiły się na raz!dwie małe dziewczynki. Takie same noski,takie same buzie,takie same oczka. Biedna mama! nie wiedziala od której do której skakać,jak jedna spała,druga plakała.i odwrotnie. Dwie małe pyzy, potrafily wydać z siebie mocne tony. Stawiały rodziców w pernamętny stan oczekiwania i gotowości,jakby mówiły-My jestesmy najwazniejsze!nic sie innego nie liczy!Biedna mama...uff:) biedny tata ufff:)nocki zerwane,oczy niewyspane:)Przyszedł dzień,kiedy trzeba bylo zadecydować,jakie imiona dostaną te małe kobietki.Los tak chciał,a może pech  hahahah,że mama czytała własnie o pieknej,silnej dziewczynie i taką  w marzeniach chciała mieć jedną z córek..Więc ..Mickiewiczowska Grażyna zostala patronką jednego imienia..a druga dziewczynka???Tu  tato mial glos...jego ulubioną piosenką była- Siedem dziewcząt z Albatrosu,tyś  jedyna...a na imię miała wlaśnie Beata....i tak drugie dziewczę otrzymalo ładne imię:)Mineły lata..koło czasu  zatoczyło krąg..i  w rodzinie pojawiła się istotka, o zielonych oczach z buzią wiecznie roześmianą ,z loczkami na głowie...przyszedł dzień,kiedy znów trzeba bylo zadecydować,jak to małe cudo się nazwie....dumny tata wertował pół dnia  kalendarz...a może Jagoda???niee...pokiwała przecząco mama głową......a może......Gracja?zapytał niesmiało, takie z wloska,piekno i podziękowanie za razem...tłumaczyl,,o tak!!mama aż podskoczyła z radosci,sliczne!!I tak zielonooka...została Gracją....dziś często sie zastanawiam...kiedy przyjdzie czas...co zadecyduje o imieniu nastepnej,czy nastepnego z pokolenia..ksiażka?kalendarz?a moze co innego...?) Niech zielonooka zadecyduje.....:)

Łączna liczba wyświetleń