wtorek, 31 sierpnia 2010
Srebro i stare koronki;)
Dla mnie połączenie doskonałe...Szlachetny kruszec i wyczarowane z niego piękne przedmioty.Kiedy biorę takie cacko do ręki zastanawiam się kto przede mną je dotykał...kto wymyślił wzór..narysował i zaprojektował..ile czasu poświecił na wyczarowanie takiego przedmiotu,aby cieszyło nasze oczy.Przy jakim świetle wykonał?naftowej lampie?świetle dziennym? czy już elektrycznym?Podobnie myślę o starych serwetach,koronkach, pięknie haftowanych,czy wyszywanych przez Panie których dziś juz nie ma...jaka kobieta pochylała sie nad wyszywanką..o czym myślała..czy byla szcześliwa?jakie miała oczy uśmiech... Tysiace mysli przechodzi przez glowę kiedy w reku trzymamy piękny przedmiot wykonany ludzką ręką. Tyle nam może powiedzieć, tylko nauczmy sie sluchac....Nie zapominajmy o tym co bylo...bo nie dostrzeżemy tego co jest:):)Cukiernica....pamiątka przekazywana z pokolenia na pokolenie...zdiecia tradycyjnie w drugim blogu Miejsce na Ziemi:)
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Wiara czyni cuda...:)
Młoda dziewczyna
żyje sztuką od zawsze...kocha piękno w każdej postaci.
Nie może oderwać oczu od pięknych obrazów,przedmiotów...maluje całymi dniami...uwielbia piękne wnętrza,zwraca uwagę jak ubierają się kobiety.jak dobierają kolory,jak się malują,kazdy poniedziałek to dla niej święto,bo w telewizji jest TEATR,a ona siedzi przed telewizorem jak zaczarowana.,a ponad wszystko kocha KINO!zna na pamięć losy i życie aktorów polskich i zagranicznych....uwielbia Bardotkę..Sophię Loren..Merylin Monroe. Dziewczyna zamyka oczy i marzy...i JA , KIEDYŚ...Była o..krok...nie udało się..los zmienił plany...została plastyczką...Przyszedł jednak czas ,że w jej życiu pojawiła się mała kruszynka:) o zielonych oczach,cudnym uśmiechu,główce usianej loczkami... a ona nadal marzyła...mijały lata,kruszynka zamieniła się w dziewczynkę..potem panienkę i pewnego dnia powiedziała...Mamo...chcę zostać aktorką,mamie łzy stanęły w oczach .bo od tej chwili juz nie marzyła,tylko wiedziała...Tak wielu się z niej śmiało,żartowało..zejdź na ziemię...JAK!? WY!? Z MAŁEGO MIASTECZKA!!!!Ona jednak była uparta,wspierała swoje dziecko jak tylko matka potrafi.,chwaliła za każdą nagrodę,trzymała kciuki na występach...czasem ocierała łzy,gdy przychodziły chwile zwątpienia-przyszła matura a po niej egzamin na wymarzone studia.Oj ciezko było,800 osób...20 miejsc:)Mamooooooooooooooo dostałam się!!!to były najpiekniejsze słowa jakie usłyszała:)A dziś...otwiera gazetę i....uśmiecha się...i teraz już jest pewna...WIARA CZYNI CUDA....
ps..galeria w drugim blogu Miejsce na Ziemi:)pozdrawiam wieczorkową porą wszystkich odwiedząjacych
żyje sztuką od zawsze...kocha piękno w każdej postaci.
Nie może oderwać oczu od pięknych obrazów,przedmiotów...maluje całymi dniami...uwielbia piękne wnętrza,zwraca uwagę jak ubierają się kobiety.jak dobierają kolory,jak się malują,kazdy poniedziałek to dla niej święto,bo w telewizji jest TEATR,a ona siedzi przed telewizorem jak zaczarowana.,a ponad wszystko kocha KINO!zna na pamięć losy i życie aktorów polskich i zagranicznych....uwielbia Bardotkę..Sophię Loren..Merylin Monroe. Dziewczyna zamyka oczy i marzy...i JA , KIEDYŚ...Była o..krok...nie udało się..los zmienił plany...została plastyczką...Przyszedł jednak czas ,że w jej życiu pojawiła się mała kruszynka:) o zielonych oczach,cudnym uśmiechu,główce usianej loczkami... a ona nadal marzyła...mijały lata,kruszynka zamieniła się w dziewczynkę..potem panienkę i pewnego dnia powiedziała...Mamo...chcę zostać aktorką,mamie łzy stanęły w oczach .bo od tej chwili juz nie marzyła,tylko wiedziała...Tak wielu się z niej śmiało,żartowało..zejdź na ziemię...JAK!? WY!? Z MAŁEGO MIASTECZKA!!!!Ona jednak była uparta,wspierała swoje dziecko jak tylko matka potrafi.,chwaliła za każdą nagrodę,trzymała kciuki na występach...czasem ocierała łzy,gdy przychodziły chwile zwątpienia-przyszła matura a po niej egzamin na wymarzone studia.Oj ciezko było,800 osób...20 miejsc:)Mamooooooooooooooo dostałam się!!!to były najpiekniejsze słowa jakie usłyszała:)A dziś...otwiera gazetę i....uśmiecha się...i teraz już jest pewna...WIARA CZYNI CUDA....
ps..galeria w drugim blogu Miejsce na Ziemi:)pozdrawiam wieczorkową porą wszystkich odwiedząjacych
niedziela, 29 sierpnia 2010
Pamiątki małe i duże...
Nie wiem ,czy wszystkie Raki mają tak samo:)ja przechowuje listy mego męża od 25 lat...które pisał do mnie w wojsku...mam odręczne rysunki mojej osoby ,które robił mi kolega w klasie gdy miałam 17 lat...posiadam bilety z Sopotu ,gdy zakochana po uszy spędziłam z moim chłopakiem a dziś mężem wakacje..mam fartuszek,rękawiczki malutkie,torebeczkę,koszyczek, mojej dorosłej dziś córki..mogła bym tak wymieniać i wymieniać.Wszystkie te rzeczy są dla mnie cenne,choć dla kogoś nie miały by żadnej wartości.Są jednak i takie które jeszcze mocniej doceniam i cieszę się nimi....jedne z nich to....szydełkowe poczynania mojej..babci...Mazuranki,żyje ma 83 lata...ale od bardzo dawna Jej nie widziałam:)to jej zawdzięczam, że potrafię haftować i szydełko czy druty nie mają dla mnie tajemnic:)w moim zbiorze mam Jej szydełkowe serwetki i..poduszki. Ze wzruszeniem czasem je wyciągam (z mojego wielkiego białego wiklinowego kosza),trzymam w ręku i..uśmiecham się sama,do siebie...bo wiem..że kiedy Jej już zabraknie,te rzeczy, będą cudowną pamiątką...tak też stało się z chustkami na głowę drugiej babci...Tą miałam przy sobie,czyli na drugim krańcu Polski...dziś już Jej nie ma,ale patrząc na te kolorowe, w kwiaty chusty zaraz przypominam sobie babcię, z białymi włosami i długim warkoczem....ps.zdiecia w blogu Miejsce na Ziemi:)
sobota, 28 sierpnia 2010
Odnośnie posta Przerażenie w oczach:)
A oto kredens o którym pisałam..resztę zdięć mojej kuchni możecie zobaczyć w blogu Miejsce na Ziemi serdecznie zapraszam:)i pozdrawiam. Ach !i jeszcze dodam:) zawsze uważałam, że to co zrobimy sami jest najfajniejszą frajdą...odnawiam antyki,zajmuję sie ceramiką...ale umiem także tapetować,opalać okna:)itd,jednym słowem nie boję się ani trochę męskich prac:)mąż ma ze mna dobrze:)podziwiam także prace innych....cudowne jest to, że jest tak wielu ludzi, którym zależy na tym, jak jest w otaczającym ich świecie:) i to jest wspaniałe!ślę uściski z deszczowego Krakowa
Małe aniołeczki...:)
Jestem na przyjęciu....goście sobie rozmawiają a ja...wodzę oczami po mieszkanku....mieszkanie nowoczesne...nagle na szafie widzę.....dwie dziewczynki...od razu je poznałam....nie raz na zdieciach je widziałam,na filmach....były obiektem moich westchnień i marzeń...niby takie ciut kiczowate...ale przy tym jakie piękne!Od tego czasu nie raz prosiłam o odsprzedanie mi ich:)ale słyszałam NIE i NIE.....ciut dziwiłam się takiej odmowie,tym bardziej ze koleżanka nie miała więcej takich rzeczy w domu....ale uszanowałam jej odmowę ,pogodziłam się,ze nie będą moje...Minęło sporo lat..zadzwonił do mnie telefon...i usłyszałam...jak tylko masz ochotę te dziewczynki są Twoje:)co to była za radość!!!i tak już od wielu lat dwa małe aniołeczki goszczą w moim domu:)zawsze gdy na nie patrzę uśmiecham się...Ps..na galerie ze zdieciami odsyłam do mojego drugiego bloga Miejsce na Ziemi:)..
środa, 25 sierpnia 2010
Przerażenie w oczach.....
Wiele lat temu udało nam się otrzymać mieszkanie....wymarzone ,wyczekiwane i...upolowane:)Mieszkanie stu metrowe ,w starej kamienicy, z bardzo wysokimi ścianami. Całe sto metrów szczęścia!!Choć trzeba było wiele miesięcy,aby nabrało wymarzonego wyglądu...z pewnością myślicie ze zatrudniłam ekipę remontową...wcale nie!wiele rzeczy robiłam w tym mieszkaniu sama:)opalałam ściany,tapetowałam:)opalałam okna.....czas mijał,dzięki mnie..ekipie remontowej,memu mężowi..moje wymarzone mieszkanie zaczęło coraz piękniej wyglądać...przyszedł czas na mebelki;) Wiedziałam, że w tym mieszkaniu znajdą miejsce stare meble z duszą...nie na darmo mała dziewczynka uwielbiała oglądać Lalkę...to mi w duszy grało!...patrząc na film z Beata Tyszkiewicz ,wiedziałam, że tak będzie w moim domu!Pierwszym pomieszczeniem które miało nabrać swoistego charakteru ,miała być kuchnia....wiedziałam co w niej stanie...przed wojenny kredens,stół z wymyślnie grawerowanym blatem..krzesła z tralkami....wiedziałam ,że będzie tam duzo miedzianych naczyń,garnków białej porcelany. Nad wejściem do łazienki ,mieściła się szeroka półka..na niej miały stać wielkie kosze wiklinowe..wiklina w tej kuchni też odgrywała ważną rolę. Firanki ,obrusy i...zasłony w oknie..miały być haftowane prze zemnie:)i..dotrzymałam słowa..wszystko co powstało, było dziełem moich rąk:) Pewnego dnia przyszedł czas na stary przed wojenny kredens..był w opłakanym stanie ,wiec przytaskaliśmy go do jednych z pokoju i..zaczęłam go odnawiać...praca ta jest mozolna i dość długa...wtedy ..nie bylo preparatów, które teraz bez problemu dostaniemy..moim orężem byl amoniak:)szkło..noże...:)tymi rzeczami i preparatami miałam odzyskać piękno t mebla:) Szło,powoli..mozolnie..codziennie kawałek po kawałku z pod starej farby wyłaniało się piękne surowe drewno. I wlaśnie na takim etapie przyłapała mnie moja ciocia:) przyszła niespodziewane w odwiedziny:)wiedziona chęcią zobaczenia co tam sie u mnie wyprawia:) W euforii zaprowadziłam ją do pokoju i paplałam jak najęta! Ciociu zobacz !jakie cudo!pokazywałam jej mój odrapany kredens. Z wypiekamy na twarzy mówiłam, gdzie będzie stał..co na nim się poloży itd...ciocia kiwała Głową lekko się uśmiechając uhm uh,m.....tyle tylko słyszałam:)Przeczucie mi nic nie mówiło:) Dzis nie pamiętam jak długo u mnie była:)gdy juz nas opuściła...wesoła i zadowolona wróciłam do mego pracy....Od tego czasu mineto pól roku:)mieszkanie nabrało takiego wyglądu ,jak sobie wymarzyłam:)I znów przyszełl dzień odwiedzin cioci....zaprosiłam ją do mojej kuchni....poczęstowałam herbatką,ciastem...rozglądała sie na boki .......a w pewnej chwili powiedziała......wiesz, muszę się do czegoś przyznać......wtedy gdy pokazałaś mi pierwszy raz ten kredens,po powrocie zadzwoniłam do mojej siostry:) i....przerażona powiedziałam jej......Janeczko....jak ona będzie mieszkała!!! Opowieść trwała nadal...a ja coraz bardziej sie śmiałam.....wynikało z tego, że ciocia byla przekonana, że będę gorzej mieszkać, niż za przeproszeniem u...cyganów(nie obrażając tych ostatnich) mówiła jak była przerażona tym co widzi,nie potrafiła wyobrazić sobie jak faktycznie będzie wyglądał kredens...Dzis po latach...śmiejemy się z tego......i często grożąc Jej palcem, mówię.....oj ciociu ....nie jest ważne pierwsze wrażenie:) Odnawiając antyki..przyzwyczaiłam się do takich sytuacji...jak klient byl przerażony wyglądem mebla i z jaką wręcz dziką satysfakcją pokazywałam mu,już odnowiony mebel,.widziałam zaskoczenie i radość klienta! gdy odsłaniałam JEGO mebel juz po...renowacji:):Takich chwil sie nie zapomina!.....i dlatego warto...dawać drugie życie meblom z dusza:):):dla TYCH oczu klienta:)
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Warto mieć marzenia...
Ma sześć lat...pierwszy raz bierze do ręki ołówek...jest zachwycona! nieporadnie stawia kreski..przekręca głowę,śmiesznie wysuwa języczek na brodę.Od tej pory już nic nie będzie takie same....malować malować malować!Uwielbia jak z pod olówka powstaje na jej oczach królewna...kot,pies,drzewo. Magia!!...czuje się taka dumna ,jak rodzina chwali ją za rysuneczki.Każda chwila jest dobra na wyczarowanie czegoś nowego...koleżanki proszą, narysuj mi!i to jest cudowne uczucie:)czuje się potrzebna i ważna.Mijają lata z dziecka wyrasta podlotek...pewnego dnia pisze swoisty cyrograf,papier brązowy,podpalane brzegi..podpis czerwona farbą...gdy się ma 13 lat wszystko jest możliwe,mysli są w glowie jedne..mogę wszystko!uda się,bede miala! jeden z punktów oznajmia.....Dostać sie do..Liceum Plastycznego...Czas znów mija..stoi przed wynikami egzaminu......uff udało się.......:):):)co za szczęście....
Subskrybuj:
Posty (Atom)







