Translate

poniedziałek, 26 września 2011

Inni mają gorzej....



Czasem gdy dotyka nas coś bolesnego..myślimy..dlaczego JA? dlaczego NAM? i wydaje nam się wtedy,że nasze kłopoty,nieszczęścia,są najgorsze,nie do przetrzymania itd.Dzis przeżyłam dziwne spotkanie..które wywołało u mnie takie refleksje...Od miesiąca czasu ,mam sposobność przebywać z kobietą,która jest cicha,spokojnaMyślałam,że widocznie  jest taka,że nie lubi rozmawiać,szanowałam to..Mało się odzywałam,starałam się nie zaprzątać,za bardzo tej kobiecie głowy, moją obecnością.Jak wiemy wszyscy,ludzie są różni,jeden paple bez opamiętania,drugi jest bardziej stonowany,spokojny i ja właśnie myślałam,że mam do czynienia z taką osobą,która lubi spokój,nie chce za wiele mówić o sobie.Aż do dzis.....USLYSZAŁAM- Wiesz, przepraszam,że tak mało się odzywam....ale półtora miesiąca temu, straciłam ukochaną osobę ,z którą bylam od 15 lat....Wieczorem był,a w nocy już Go nie było.Już na te słowa po prostu zamarłam..sluchałam dalej...Ale to nie koniec-(mówiła).W mojej pracy nie powiedziałm nikomu o tym nieszczęściu,nie plakałam,mimo to,moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa,zaczełam mieć stany takie, jak przed zawałem..często przez ten ostatni okres, zwalniałam się z pracy i wtedy mój szef z dnia na dzień,zwolnił mnie,mimo że pracowałam tam od 3 lat i byłam dobrym pracownikiem..ale nawet wtedy i tak nie powiedziałam mu z jakiego powodu tak się zachowuję.Ale to jeszcze nie koniec,mówiła dalej....Dwa tygodnie temu mężczyzna u którego wynajmowałam pokój,przyszedł do mnie  i oznajmił  mi...proszę wybaczyć,ale żenię się i..chcę aby Pani wynajeła sobie inne mieszkanie.W przeciagu półtora miesiąca,straciłam ukochaną osobę,zostałam bez pracy i pozbawiono mnie domu.Każde słowo,każde zdanie tej młodej kobiety,coraz bardziej wprawiało mnie w oslupienie,gdy zamilkła,to ja..nie umiałam wydobyć z siebie żadnego słowa.i tylko jedno przychodziło mi na myśl...Że nie zdajemy sobie sprawy,że inni mają gorzej....Jak często myślimy,że nasze kataklizmy życiowe są najgorsze..a przecież,wystarczy chwila,aby przekonać się,że tak nie jest...

7 komentarzy:

  1. Witaj Grażynko, ostatnio mam tak mało czasu by zaglądać w miejsca, które lubię, odkładam to na potem... a przecież potem może nie być. Ciągle nie mogę się otrząsnąć po śmierci mojego przyjaciela. Nie gdybym co by było, ale czuję, że po prostu nigdzie, ale to nigdzie go nie ma. Jakby rozpadł się na miliardy kawałków, które nie rozsypały się, a znikły. Nie wiem jak to możliwe. Dziś jesteśmy, jutra nas nie ma. Nie mogę pojąć. Bardzo mi go brak, ciągle go widzę w myślach, chcę mu coś powiedzieć, chcę dać do przesłuchania muzykę, dowiedzieć się co myśli... Nie ma go... Nic nie zostało... tylko myśli...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem żeby sobie to uzmysłowić wystarczy pochylić się nad drugim człowiekiem i zwyczajnie mu pomóc:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorzej w życiu mają ci,którzy zamykają się ze swoimi problemami w skorupce i nie pozwalają nikomu się przez nią przebić.Wpadają wtedy w pułapkę własnego umysłu i nawet najbliżsi nie są potem w stanie im pomóc.Dobrze się stało,że ta kobieta wreszcie zaczęła mówić,to dobry znak,ze zaczyna się z tym wszystkim oswajać,że będzie od teraz tylko lepiej.A jak świat światem każdy z nas jest po trochu egocentrykiem,wydaje nam się,że to my mamy najwięcej problemów,zmartwień,podczas gdy nasze kłopoty to pikuś w porównaniu z kłopotami innych ludzi.ciągle brakuje nam czasu ,żeby to dostrzec...ale czasem trzeba spojrzeć w bok:))Buziak:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga Bellisimo ...smutne jest to co napisalas ...Zbliza sie 1 -so listopadowe swieto ,a wiec za niedlogo temat na czasie...Pani Doroto ! rozumiem pani odczucia po stracie przyjaciela ...i serdecznie wspolczuje ...Bozenas,czasami lepiej dac komus cierpiacemu pomilczec ,przezyc ta zalobe ,ten bol w sobie ...Kilka lat temu po rocznej chorobie na raka zmarla moja mama ...Wiedzialam ,ze to nastapi ,a jednak kiedy dostalam ta wiadomosc cos sie we mnie zapadlo i tak myslalam jak P. Dorota ,dokladnie ...Wszystko co wokol,mnie sie dzialo,daleka podroz ,przygotowania do pogrzebu ,do stypy odbieralam jak bym byla za jakas szyba ,bylam doslownie zapadnieta w siebie i ...nie chcialam zadnych rozmow ,zadnych pytan ,nic!!!I mysle ze ten wewnetrzny bol jest potrzebny i ...trzeba przez niego przejsc ,trzeba ...I im jestesmy starsi tym czesciej bedzie nas dotykal ...Napisze banal,ale prawdziwy :a zycie toczy sie dalej ...czas leczy rany ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj

    Często nie zdajemy sobie sprawy, że inni mają gorzej, to raz..

    A dwa, najczęściej wydaje się, że nam nic złego się nie wydarzy.. wszystkim tylko nie nam.. a tak, jedna chwila, jedne moment, jedno nieszczęście, tragedia... i nic już nigdy nie będzie takie samo..

    Smutny post... i refleksyjny..

    Pozdrawiam serdecznie..

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  6. prawde mowiac ja tak nigdy nie myslalam i nie mysle ze jesli mnie cos spotka to akurat dlaczego mnie,kazdego cos spotyka w zyciu, jeden doswiadcza to bardziej inny mniej,juz tez nie jedno przeszlam, i wiem ze najgozej jest sie poddac, bo trudno z takiego dolka sie wygramolic

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń